Pierwsze wrażenia z Japonii

Tekst wysłany do Gazetki Parafialnej Kościoła Ducha Świętego w Chorzowie nieco zmodyfikowany przez drobne poprawki.

Rankiem 7 lutego 2005 roku wsiadłem do samolotu linii British Airways na warszawskim Okęciu, by udać się w pierwszą w moim życiu podróż lotniczą. Najpierw doleciałem do Londynu, gdzie przesiadłem się na samolot lecący do Tokio, by 8 lutego około godziny 16:30 czasu miejscowego (w tym czasie w Polsce była godzina 8:30 rano) dotrzeć trzecim samolotem (japońskich linii lotniczych All Nippon Airways) na miejsce przeznaczenia - do miasta Sapporo na japońskiej wyspie Hokkaido.

Japonia ma powierzchnię niewiele większą niż Polska, ale jest rozciągnięta wzdłuż kierunku północ-południe, dlatego w Japonii można znaleźć kilka stref klimatycznych. Północną wyspę Hokkaido cechuje klimat zbliżony do panującego w Polsce, ze śnieżną zimą i niezbyt upalnym latem. Trafiłem akurat na tutejszą zimę pięciolecia - na brzegach dróg i chodników leżą (słowa te pisałem 11-12 marca) dwumetrowe zwały śniegu zgarnianego tam regularnie przez miejskie służby i mieszkańców. Nie używa się tu soli do roztapiania śniegu (przy tak dużej masie śniegu byłoby to nieefektywne i drogie), jedynie w najbardziej śliskich miejscach chodniki posypywane są drobnym żwirem. Tak więc przy chodzeniu trzeba uważać, by się nie poślizgnąć i nie upaść. Hokkaido jest spokojną wyspą jeśli chodzi o trzęsienia ziemi - jest ich niewiele i są zwykle słabsze niż tąpnięcia w śląskich kopalniach.

Sapporo jest największym miastem na Hokkaido, mieszka tu około 1 milion 800 tysięcy ludzi. Większość to Japończycy, ale spotyka się też obcokrajowców. Miejscowa Polonia, składająca się głównie z pracowników tutejszego uniwersytetu oraz przyjeżdżających czasowo studentów, nauczycieli i naukowców, liczy kilkanaście osób. Jeśli ktoś chce się dowiedzieć, co porabiają Polacy w Sapporo, może zajrzeć na stronę internetową ark2.media.eng.hokudai.ac.jp/polonia (dawniej www.polonia.sapporo.prv.pl). Zwornikiem grupy Polaków jest Rafał Rzepka, który wiele mi pomógł jeszcze przed moim przylotem.

Do Centrum Badawczego Zintegrowanej Elektroniki Kwantowej przy Uniwersytecie Hokkaido w Sapporo zostałem zaproszony dzięki wieloletniej współpracy zainicjowanej w 1996 roku przez promotorkę mojej pracy doktorskiej panią profesor Bogusławę Adamowicz z Instytutu Fizyki Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Najbliższy rok spędzę tu na stażu podoktorskim zajmując się badaniami przyrządów półprzewodnikowych wy-twarzanych z modnych ostatnio materiałów - azotków galu i glinu (GaN, AlGaN).

Mieszkam niedaleko uniwersyteckiego kampusu w małym pokoju z łazienką, kuchenką i gazowo-elektrycznym ogrzewaniem. Śpię na rozkładanym materacu zwanym futonem.

Już od początku spotkałem się z życzliwym przyjęciem i pomocą ze strony Japończyków (opiekującego się mną profesora oraz sekretarki, która wypełniła za mnie wiele japońskich formularzy), Polaków (którzy pożyczyli mi za darmo garnki, mikrofalówkę i toster), niemieckiego franciszkanina ojca Manfreda, który pomaga cudzoziemcom m. in. w umeblowaniu mieszkań (ja pożyczyłem z jego składu - również za darmo - krzesła, stół, szafkę i lodówkę) oraz Chińczyka - kolegi z pracy, który zaoferował pomoc w pożyczeniu roweru na wiosnę.

Każdemu Europejczykowi rzucają się w oczy japońskie zwyczaje. Przy powitaniach, pożegnaniach i podziękowaniach istotny jest ukłon. Przed wejściem do domu, ale także niektórych innych pomieszczeń (jest tak np. u mnie w pracy i w kościele, do którego chodzę co niedzielę) należy zdjąć buty i założyć kapcie. Przy jedzeniu posługuje się pałeczkami, choć w wielu restauracjach można użyć widelca i noża.

Japończycy używają zupełnie innego systemu pisma niż Europejczycy i Amerykanie, a właściwie trzech systemów: zapożyczonych z Chin znaków kanji (czytaj kandżi) oraz dwóch pism sylabicznych (tzw. kany): hiragany (stosowanej do zapisu końcówek gramatycznych i wyrazów rodzimych) i katakany (stosowanej do zapisu wyrazów zapożyczonych, obcych nazwisk i wyrazów dźwiękonaśladowczych). O ile hiragana i katakana liczą po razem około 100 znaków, to znaków kanji są tysiące (aby swobodnie czytać japońskie gazety, należy opanować około 2000 znaków). Trudno ukryć, że to największy problem, z jakim się borykam: rachunki za prąd, gaz i wodę, formularze na poczcie i w banku - wszystko jest po japońsku i tylko dzięki pomocy ludzi dobrze znających japoński udaje się to wszystko załatwić. Na szczęście na uczelni, w stołówce, w metrze zdarzają się napisy w języku angielskim lub po japońsku, ale zapisane alfabetem łacińskim, dzięki czemu nawet nieznający hiragany może je przeczytać. Natomiast w restauracjach bardzo często są wystawione rzeczywiste potrawy lub ich plastykowe imitacje, więc wystarczy wskazać kelnerowi palcem, co chce się zjeść (oczywiście po wskazaniu imitacji dostaje się prawdziwą potrawę).

Kilka dni przede mną przyjechał tu na staż Włoch imieniem Alberto. Podobnie jak ja nie zna japońskiego, więc jest nam nieco raźniej. Razem zakładaliśmy konto w japońskim banku, wybraliśmy się też do centrum Sapporo, by obejrzeć rzeźby ze śniegu i lodu wystawiane podczas corocznego Festiwalu Śniegu (56. festiwal odbył się w dniach 7-13 lutego 2005).

W Japonii istnieje dość skomplikowany system adresowania, choć jego podstawy są proste. W Sapporo określa się odległość (w ulicach) na północ lub południe, wschód lub zachód od ustalonego punktu miasta, np. mój adres to północ-11 zachód-4. Dokładniejsze określenie położenia jest już bardziej zawiłe.

Katolików w Japonii jest niewiele (niecały procent ludności), w Sapporo jest katedra oraz kilka kościołów (w niektórych sprawuje się Mszę świętą w języku angielskim) - w tym jeden blisko mojego mieszkania. Co niedzielę o godzinie 11:00 uczestniczę tam w Eucharystii sprawowanej w języku japońskim. W kościele są dostępne teksty liturgiczne po angielsku, hiszpańsku, portugalsku, po łacinie i oczywiście po japońsku - także zapisane alfabetem łacińskim dla łatwego czytania. Msza święta wygląda podobnie jak w Polsce. Uwagę zwracają piękne ukłony i porządek przeniesione tu z życia codziennego. Niektóre kobiety zakładają podczas modlitwy na głowy białe welony - ten zwyczaj nieco już zanikający w Japonii (silniejszy w Korei) ma przypominać białą szatę otrzymaną na chrzcie, jak wyjaśnił mi ks. Edward Brzostowski z Kawasaki. Komunia święta jest udzielana na rękę.

Oczywiście nie sposób opisać tu wszystkich wrażeń. Być może Gazetka udostępni mi jeszcze w tym celu swoje łamy, a zainteresowanych moim życiem w Japonii zapraszam na stronę internetową www.miczek.pl/japonia, na której będę zamieszczał teksty i zdjęcia.

Marcin Miczek
miczek w katakanie (1 KB)
(powyżej Miczek zapisane w katakanie)