do strony «teksty własne»

Uwaga: Poniższy tekst został pierwotnie opublikowany w Gazetce Parafialnej Kościoła Ducha Świętego w Chorzowie (nr 12(25) z grudnia 2000 roku, strony 6-7) i przeniesiony do Internetu za zgodą współautorek. Główna różnica między wersją papierową a internetową to układ tekstu (w gazetce stosowany jest druk w dwu kolumnach). Ponadto w wersji papierowej było wydrukowane moje zdjęcie (to samo, co na stronie życiorys, ale czarno-białe). Aha, i proszę nie traktować zbyt poważnie fragmentów z nagrodą Nobla ;-)

Nasi parafianie

Trudno mi opisać siebie w jednym zdaniu

Tak cichy i skromny, a jednocześnie tak aktywny. Nasz parafianin - Marcin Miczek. Ministrant, czynny oazowicz, redaktor Gazetki Parafialnej, doktorant Politechniki Śląskiej... Czy także przyszły noblista?

Anna Czuba, Anna Dzichel: Nasi Parafianie znają Twoją twarz i głos ze służby przy ołtarzu, Twoje nazwisko z Gazetki Parafialnej, a oprócz tego bierzesz czynny udział w życiu wspólnoty oazowej. Od jak dawna jesteś związany z tymi grupami?

Marcin Miczek: Z ministrantami jestem związany od przedszkola: pamiętam, jak babcia zaprowadziła mnie do księdza Łapuszka i zostałem kandydatem na ministranta, a po około roku - ministrantem. Byłem u wczesnej Pierwszej Komunii świętej i stąd było to możliwe w tak młodym wieku. W Ruchu Światło-Życie (Oazie) jestem od I klasy liceum (rok 1990/91). Na pierwsze spotkanie zaprosił mnie ksiądz Grzegorz Borg. Mój kontakt z Gazetką Parafialną ma miejsce od początku jej istnienia tj. od jesieni 1998 roku.

AC, AD: Czym zajmujesz się zawodowo oprócz Twojego zaangażowania w życie Kościoła?

MM: Po ukończeniu studiów magisterskich na kierunku Fizyka techniczna na Wydziale Matematyczno-Fizycznym Politechniki Śląskiej w Gliwicach rozpocząłem w październiku 1999 r. studia doktoranckie na tej samej uczelni. Jednocześnie jako doktorant pracuję w Instytucie Fizyki Politechniki (dokładnie w Zakładzie Mikroelektroniki). Jest to zarówno praca naukowa nad doktoratem (zajmuję się fizyką powierzchni półprzewodników, modelowaniem komputerowym zjawisk zachodzących na powierzchni oświetlanego półprzewodnika) jak i praca dydaktyczna tj. prowadzenie ćwiczeń rachunkowych i laboratoriów z fizyki dla studentów różnych wydziałów Politechniki.

AC, AD: Do niedawna byłeś studentem, dziś sam pomagasz innym w zdobywaniu wiedzy. Która z tych ról jest łatwiejsza Twoim zdaniem?

MM: Myślę, że te role są właściwie nieporównywalne, ale student jest chyba w trochę prostszej sytuacji: jeśli jest nieprzygotowany do zajęć i ma pecha (zostanie wywołany do odpowiedzi), to dostaje ocenę niedostateczną i siada na miejsce. Prowadzący zajęcia nie może sobie pozwolić na coś takiego: po pierwsze nie może być nieprzygotowany i usiąść na miejsce, po drugie musi starać się wyjaśnić zawiłości swego przedmiotu studentom. Staram się tak prowadzić zajęcia, aby studenci nie tylko nauczyli się schematycznie rozwiązywać zadania, ale zaczęli myśleć, analizować problemy fizyczne (jak mawia mój szef czuć fizykę). A zmuszenie do myślenia i posługiwania się posiadaną wiedzą bywa trudne.

AC, AD: Czy po skończeniu studiów doktoranckich chciałbyś poświęcić się pracy wykładowcy czy raczej pracy naukowej?

MM: To zależy od dalszego biegu mojego życia. Niedawno podjąłem decyzję (nie jest ona oczywiście nieodwołalna), że jeśli uda mi się zrobić doktorat, to pozostanę na uczelni. Jeśli tak się stanie, to będę tzw. pracownikiem naukowo-dydaktycznym - czyli (tak jak teraz) będę zajmował się zarówno pracą naukową jak i nauczaniem. Inaczej jest w instytutach badawczych, gdzie prawie nie ma dydaktyki i ludzie poświęcają się niemal wyłącznie badaniom naukowym.

AC, AD: Wiemy, że w lutym przyszłego roku czeka Cię wyjazd na stypendium naukowe do Francji. Czym będziesz się tam zajmował i jak będzie tam wyglądało Twoje życie?

MM: Zajmować się będę pewnym materiałem półprzewodnikowym, a przeprowadzone tam badania będą częścią mojego doktoratu. Jak będzie tam wyglądało moje życie? Dokładnie nie wiem, zobaczę na miejscu.

AC, AD: Wszyscy Twoi znajomi zgodnie twierdzą, że jesteś pewnym kandydatem do nagrody Nobla. Jak ustosunkowujesz się do ich opinii?

MM: Wszyscy - to przesada. Jest kilka takich osób w Oazie. Nie wiem, na ile to zdanie jest wypowiadane serio, na ile jako żart. Moi znajomi i przełożeni z uczelni tak nie twierdzą - i to mnie uspokaja - choć ich oczekiwania wobec mnie są czasem duże (ale na szczęście nie przerażająco duże). Na serio zaś: myślę, że wielu uczonych marzy o nagrodzie Nobla i sławie. Znam kilka ośrodków w Polsce, które robią badania na najwyższym poziomie, współpracują z noblistami i można powiedzieć, że o tę nagrodę się ocierają. Niczego dziś nie przesądzam, myślę jednak, że zdobycie Nobla z fizyki, gdy pracuje się w Polsce, jest mało prawdopodobne - i to nie tylko ze względów finansowych. J. D. van der Waals dostał Nobla za doktorat, A. A. Penzias i R. W. Wilson za przypadkowe odkrycie promieniowania tła, którego nie potrafili nawet zinterpretować, A. Einstein za rozważania, które dziś wydają się bardzo proste (nie za słynną teorię względności). Czasem potrzeba tu łutu szczęścia, przebłysku geniuszu, czasem wieloletniej ciężkiej pracy. Na razie jednak nie dorastam nawet do pięt noblistom, a rosnę bardzo wolno.

AC, AD: Opowiedz kilka słów o swojej rodzinie.

MM: Moja mama Zofia jest nauczycielką i metodykiem matematyki. Jest na emeryturze, ale nadal uczy. Była dyrektorką Szkoły Podstawowej nr 13 w Chorzowie. Zajmuje się twórczym nauczaniem matematyki (często pokazuje nam bryły z kolorowego papieru, układanki itp). Jest współautorką podręczników Matematyka 2001. Tata Jan jest lekarzem chorób zakaźnych, ordynatorem w Szpitalu Obserwacyjno-Zakaźnym w Gliwicach. Zrobił doktorat z zapalenia opon mózgowych. Babcia Elżbieta pracowała w szkolnictwie specjalnym (była dyrektorką SP 33, pracowała w świetlicy SP 16), obecnie jest na emeryturze. Jestem jedynakiem, ze strony mamy mam 3 kuzynki (2 mieszkają w Siemianowicach Śląskich i cieszą się potomstwem, najmłodsza jest chorzowianką i studiuje pedagogikę), najstarszy kuzyn ze strony taty pochodzi z Tychów i studiuje medycynę.

AC, AD: Niewątpliwie jesteś bardzo zajętą i zapracowaną osobą. Czy znajdujesz jednak czas na odpoczynek?

MM: Organizacja czasu to dla mnie duży problem. Lubię pracować wieczorem i w nocy, a jednocześnie muszę dość wcześnie wstawać: około godziny 7 wyjeżdżam z tatą do Gliwic. W tym semestrze w czwartki nie mam zajęć na uczelni i wtedy mogę się dłużej wyspać.

AC, AD: Prosimy dokończyć zdania:

Moje hobby to... komputery i wiele innych rzeczy.

Lubię czytać... książki i czasopisma poruszające zagadnienia religijne, filozoficzne, fizyczne, matematyczne...

Autorytetem jest dla mnie... papież (wiara i moralność), tata (medycyna, choć czasem ostro dyskutujemy o homeopatii), ks. Ryszard Nowak (życie duchowe).

Święta Bożego Narodzenia to moim zdaniem... jedne z najpiękniejszych dni w roku.

O sobie mogę powiedzieć, że... trudno mi opisać siebie w jednym zdaniu.

Bogu jestem wdzięczny... - gdybym napisał1 za wszystko, nie byłoby to obecnie zgodne z prawdą, ale mam nadzieję, że z czasem (najpóźniej na łożu śmierci) będę mógł tak szczerze powiedzieć.

MM: Serdecznie dziękuję za możliwość udzielenia wywiadu. Osoby, które chciałyby poznać trochę szerzej moje zainteresowania a mają dostęp do Internetu, zapraszam na moją stronę http://zeus.polsl.gliwice.pl/~miczek/2.

AC, AD: Serdecznie dziękujemy

Anna Czuba, Anna Dzichel

1Wywiad miał formę korespondencyjną.
2Obecnie strona ma adres http://www.miczek.pl/.

do strony «teksty własne»